„Gawędy o jedzeniu” -kuchenny świat z siedemdziesiątych lat

Jeśli zaznałaś klimatu z lat 70. i 80. ubiegłego stulecia, to doskonale wiesz, że nie jest on w żaden sposób możliwy do odtworzenia w obecnych czasach. Tamte smaki i zapachy możesz jednak poczuć znowu, gdy zajrzysz do odpowiednich książek. Jednią z nich jest niewątpliwie zbiór felietonów Marii Iwaszkiewicz z 1972 roku pt. „Gawędy o jedzeniu”.

Uwielbiam czytać historyczne już książki kulinarne, a najbardziej kręcą mnie te z drugiej połowy ubiegłego stulecia. Kupuję takie egzemplarze pasjami!  To najczęściej książki zapomniane, które swoje pięć minut mają już dawno za sobą, więc ich cena też jest z mojej perspektywy korzystna: kosztują nie więcej niż kilka złotych. W antykwariacie (również w tym wirtualnym) czuję się jak w lumpeksie. Buszuję i wyszukuję w tonach książek „na wagę” moje osobiste perełki, z  których – oprócz kulinarnej wiedzy – wyciągam  satysfakcję z przebywania, choćby tylko w przenośni, w czasach, kiedy te egzemplarze właśnie trafiły do księgarń, a stamtąd w ręce ówczesnych królowych ogniska domowego.

Dotychczas dzieliłam się z Wami fragmentami z moich książkowych odkryć rodem z przykurzonego strychu na Facebooku czy Instagramie, w końcu  jednak postanowiłam przenieść się z nimi na bloga. Niniejszy wpis rozpoczyna zatem wirtualną kolekcję książkowych rarytasów na mojej blogowej, kuchennej półce.

Pierwszy odcinek czytanek strychowych dedykuję właśnie tej książce.

Swobodne podejście do kuchni i gotowania Marii Iwaszkiewicz jest mi bardzo bliskie. Już pierwsze zdanie w tej książce utwierdza mnie w przekonaniu, że obie kochamy kuchnię tego samego rodzaju: nie dworską, ekskluzywną, wydumaną i skomplikowaną, tylko zwyczajną, życiową:

Dlaczego piszę o jedzeniu? Skąd mi się to wzięło? Zaczęło się od irytacji, że sztuka kulinarna ginie, przepada, zaprzepaszcza się. Nie ta sztuka kulinarna przez duże „S”, ale ta zwykła, domowa.

W takim domowym gotowaniu nie trzymamy się ściśle proporcji, bo to nie w ich odpowiednim odmierzeniu ukryty jest klucz do sukcesu. Ważne jest, mówiąc wprost: czy ktoś nam zawraca gitarę w trakcie gotowania, czy mamy doła, czy mamy akurat więcej, czy mniej czasu..no, wiecie, generalnie chodzi o same kluczowe dla nas kwestie 🙂

Doprowadzam często do rozpaczy domowników, gdy na pytanie: ile czasu to się ma gotować, odpowiadam: aż się ugotuje. Czas gotowania, smak danej potrawy, złożonej zwykle z tych samych składników, zależy od tylu rzeczy ubocznych: od jakości pozornie tych samych produktów, od ognia (czytaj: gazu), od nastroju kucharki, od tego, czy zadzwoni telefon i oderwie nas w kulminacyjnym momencie od gotowania. I w rezultacie, kiedy pozornie zrobiliśmy wszystko, co trzeba, potrawa „nie wychodzi”.

Po słowie wstępnym przechodzimy do zbioru felietonów, odpowiednio posegregowanych tematycznie. Część z nich ukazała się na łamach „Przekroju”, a część miała swoją premierę właśnie w tej książce. Każdy tekst w zabawny i lekki sposób przenosi nas do czasów PRL-u, ukazując codzienne zmagania i problemy kobiet, które w tamtych czasach ambitnie pragnęły gotować swoim domownikom, mimo wszelkich przeciwności.

Czytając tę książkę nie da się nie zauważyć, jak diametralnie zmieniło się w naszym społeczeństwie podejście do kulinarnych tematów. Te różnice bywają dość zabawne, jak na przykład tytuł rozdziału: „Trudno, niech będzie bez mięsa” (dziś autorka pewnie by napisała „trudno, niech będzie z mięsem”). Najwięcej radości dostarczył mi – wiadomo! – rozdział o jedzeniu dla dzieci. Przeczytajcie sami, jakie delikatesy znajdowały się w zestawieniu TOP 5 przysmaków ówczesnych kilkulatków:

Z własnego doświadczenia, na dzieciach własnych i cudzych, wiem, że są takie potrawy, które wszystkie dzieci bez wyjątku uwielbiają. Tak jak wszyscy mężowie lubią pyzy. Podaję w kolejności lubienia: kwaszone ogórki, landrynki, kwas lub fruktowit, zwykła kiełbasa. Na dalszym planie występują: ogórki konserwowe, niektóre ciastka i to w niewielkiej ilości.

Faktem jest, że dzieci lubią ogórki kiszone, jednak ja nie spotkałam jeszcze dziecka, które by się zajadało ogórkami z octem (czyli konserwowymi). Być może kiedyś dzieci miały kubki smakowe wytrenowane bardziej na kwaśno-ostro, niż na słodko, choć te landrynki i ciastka w zestawieniu jednak ratują „honor” słodyczy. Bardzo mnie zaciekawił ów fruktowit – nie mam pojęcia, co to było, może ktoś z Was znał i poratuje wiedzą?:)

Mój dziewięcioletni syn zapytany: co chcesz dać kolegom, jak do ciebie przyjdą? – odpowiedział: kartoflaną sałatkę i sałatkę z kwaszonej kapusty. A na gorąco? Kartofle w mundurkach i kotlety.

Sałatkę z kwaszonej kapusty, to ja rozumiem! Pamiętam, jak w dzieciństwie szło się do warzywniaka po dwadzieścia deko kiszonej kapusty w woreczku, do tego dosypywało się cukier i był przysmak, jakich mało! Kotlet w pierwszej chwili wprawił mnie w osłupienie, ale chwilę później przypomniałam sobie, jak moja dziewięcioletnia córka przygotowywała nuggetsy przed wizytą swoich koleżanek. Może jednak te dziecięce smaki nie są aż tak odległe w czasoprzestrzeni..

Jednak ta wspomniana wyżej sałatka kartoflana to już moim zdaniem by dzisiaj u dzieci nie przeszła, zwłaszcza że jej drugim głównym składnikiem po kartoflach była surowa cebula. Do nich dołączał kiszony ogórek oraz sól i pieprz.  Już prędzej podałabym te kartofle w mundurkach, choć już sobie wyobrażam miny małych gości, gdy na stół uroczyście wjeżdżają.. ziemniaki. Na samą myśl się uśmiecham, ale też czuję wielki sentyment do czasów, kiedy to właśnie ziemniaki były rarytasem. Kiedy dzieci miały radochę z obierania własnoręcznie „mundurków” z ziemniaków. To były czasy, gdy szanowało się jedzenie, a smaki były bardziej wyraziste. Może to raczej chodzi o to, że my mieliśmy więcej czasu, by się nimi delektować..

Pomyślałam sobie, że fajnie by było, gdybyśmy wspólnymi siłami stworzyli takie nasze TOP 5 ulubionych potraw naszych współczesnych dzieci. Porównamy sobie z tym zestawieniem z lat siedemdziesiątych i zobaczymy, co nam wyjdzie . To jak, zdradzisz mi, co lubią najbardziej Twoje dzieci? 🙂

Wpisujcie w komentarzach! 🙂

Wszystkie cytaty wykorzystane w teście pochodzą z książki: „Gawędy o jedzeniu” M. Iwaszkiewicz, Wydawnictwo „Watra”, Warszawa 1972.

Dodaj komentarz