Tort kinder pingui – to było 10 lat temu..

To było 10 lat temu, kiedy po raz pierwszy wszystko wywróciło mi się do góry nogami. Przekroczyłam pewien most i od tamtego momentu moje życie już nigdy nie było takie, jak wcześniej. Niedawno świętowałam rocznicę owego wydarzenia. Nie było mi jednak do śmiechu..

Odkąd pamiętam, chciałam być mamą. Jako dziecko bawiłam się w dom, a jeszcze częściej w przedszkole. Chciałam opiekować się dużą ilością dzieci. Czułam, że bycie mamą jest absolutnie mi pisane. Miałam wrażenie, że mam do tego predyspozycje, cierpliwość, optymizm, wyobraźnię..

10 lat temu przekroczyłam ten most. Urodziłam piękną i zdrową córkę. Na początku wpadłam w panikę: jak ja sobie mam radzić? Jak kąpać? Jak obcinać paznokcie, jak karmić??  W szkole mnie tego nie uczyli!  Co z tego, że poznałam budowę pantofelka na biologii, do czego ma mi się to teraz przydać, gdy tak stoję nad tym wrzeszczącym dzidziusiem?  Potrzebowałam życiowej lekcji biologii o temacie: karmienie niemowlęcia. Nikt nie umiał mnie z tego wyszkolić. Porażka z karmieniem, porażka z usypianiem dziecka, z ogarnianiem wielu innych tematów. Odkryłam, że cierpliwość, optymizm i inne cechy super matki, o które siebie podejrzewałam, gdzieś się rozpierzchły po kątach. Na posterunku za to zawsze były obecne: lęk o zdrowie dziecka i stres z powodu niewyspania.

Na szczęście udało się wyjść na prostą. Tematy jakoś same naturalnie się poukładały. Zaczęłam słuchać bardziej swojej intuicji, a mniej życzliwych doradców, z których każdy miał do dodania jakieś trzy grosze odnośnie wychowania, karmienia czy leczenia mojego dziecka. Z czasem nabrałam pewności siebie i poczułam się silna.  Na wszystko jednak potrzebny był czas i wiele lekcji pokory, które musiałam odebrać.

Potem urodziłam jeszcze dwoje dzieci, za każdym razem pozwalałam sobie coraz bardziej na niedoskonałości, które na początku mojej macierzyńskiej drogi były w moich oczach niewybaczalne. Doskonałość matki widzę dzisiaj nie w tym, żeby wszystkie obowiązki perfekcyjnie ogarniać, tylko w tym, żeby być blisko dzieci. Widzieć ich problemy, słuchać. Czasem nawet nie głosu, a niepewnego spojrzenia. Napięcia na twarzy. Smutnej miny. Gestów. Takie rzeczy mówią do mnie. Mówią o moich dzieciach. Chciałabym na zawsze pozostać uważna na te „drobiazgi”.

W dniu 10 urodzin mojej córki doświadczyłam niespodziewanie nostalgicznego smutku. Pojawił się żal za tym, co mija bezpowrotnie. 10 lat minęło jak jeden dzień, więc podejrzewam, że tym bardziej szybko minie te 8 następnych lat do dorosłości. Z jednej strony chcę zatrzymać czas, a z drugiej chcę „dmuchać w jej żagle”, by płynęła jak najdalej, na otwarte wody swojego życia.

Hej mamuśki, czy my wszystkie przeżywamy te same rozterki??

Z okazji swoich urodzin córka poprosiła o tort Kinder Pingui. No i co, ja nie zrobię?! Oczywiście, że zrobiłam. Inspirowałam się różnymi przepisami (np. z bloga Moje Wypieki) i finalnie stworzyłam taką oto kompozycję. Tort wyszedł naprawdę pyszny, więc w ciemno bierzcie i róbcie! Zwłaszcza na urodziny swoich dzieci 🙂

 

TORT KINDER PINGUI

(Przepis na tortownicę o średnicy 24 cm)

Składniki:

na ciasto:

6 jajek

150 g cukru

50 g kakao

100 g mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

50 g (1/2 tabliczki) gorzkiej czekolady

 

na krem:

500 ml kremówki

250 ml mascarpone

60 g cukru pudru lub drobnego cukru

1 cukier waniliowy

2 łyżeczki żelatyny

 

na polewę:

100 ml kremówki

1 tabliczka gorzkiej czekolady

2 łyżki masła

 

nasączenie blatów:

woda z sokiem owocowym

Wykonanie:

W pierwszej kolejności pieczemy ciasto:

Mąkę mieszamy z kakao i proszkiem do pieczenia.  Białka oddzielamy od żółtek. Białka ubijamy, pod koniec dodając cukier, po łyżce. Do ubitej piany dodajemy żółtka i dalej ubijamy na niskich obrotach. Następnie, nadal ubijając, dodajemy po łyżce mieszanki składników suchych.

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i studzimy. Dodajemy do ciasta i delikatnie mieszamy.

Pieczemy w tortownicy wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą, w temp. 180 C stopni przez około 30 minut ( do suchego patyczka). Po upieczeniu studzimy i przekrawamy na dwa blaty.

Przygotowujemy krem:

Do miski wkładamy schłodzoną kremówkę i serek mascarpone. Ubijamy, pod koniec dodając cukier puder i cukier waniliowy. Żelatynę rozpuszczamy w niewielkiej ilości gorącej wody, studzimy. Wlewamy do kremu, mieszamy.

Polewa:

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Rozpuszczamy masło, wlewamy do ciepłej jeszcze czekolady i dokładnie mieszamy. Na koniec wlewamy kremówkę i dalej mieszamy, do uzyskania gładkiej polewy.

Składanie tortu:

Pierwszy blat nasączamy wodą z sokiem. Wykładamy na niego połowę kremu, wyrównujemy. Na wierzchu rozsmarowujemy połowę polewy, a następnie wkładamy całość do lodówki na mniej więcej kwadrans, aż polewa się lekko zetnie. Wówczas na polewę wykładamy drugą część kremu. Przykrywamy drugim blatem, który również nasączamy. Wierzch tortu smarujemy resztą polewy. Można ozdobić np. cukrowymi dekoracjami 🙂

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz