Widok dryfujących po oceanie śmieci, a w szczególności ogromnej wyspy z plastiku, która powstała na Pacyfiku wstrząsnął mną na tyle mocno, że postanowiłam zmienić swoje kuchenne przyzwyczajenia. Poniżej przedstawiam pięć pomysłów na zmiany w kuchni, które wdrożyłam. Mam nadzieję, że zainspirują Cię one do zrobienia pierwszego kroku do redukcji odpadów we własnym domu. 

Świat tonie w śmieciach. Po Pacyfiku dryfuje sobie ogromna wyspa z plastiku. Jest 5 razy większa od Polski i ciągle rośnie. Tony śmieci „zdobią” wybrzeża oceanicznych plaż. Prognozuje się, że do 2050 roku w oceanach będzie więcej plastiku, niż ryb.

Nie chciałabym, by moje dzieci zatonęły w tej lawinie śmieci. Jednak jeśli nie zacznę już teraz zmieniać swoich przyzwyczajeń, ta wizja stanie się bardzo realna. To nasze codzienne wybory przyczyniają się do tego, że nasza planeta zamienia się w śmietnisko i nie jest już w stanie normalnie funkcjonować.  Zaczęłam zgłębiać temat i  zastanawiać się, co ja mogę zrobić, by nie przykładać ręki do tej katastrofy.

O co chodzi z tym zero waste?

Zero waste to dążenie do tego, by generować jak najmniej odpadów. Nie tylko recyklingować, ale  przede wszystkim zmniejszać ich ilości do niezbędnego minimum. Jedna z amerykańskich przodowniczek ruchu zero waste, Bea Johnson doszła do perfekcji w unikaniu tworzenia odpadów i wraz z całą swoją czteroosobową rodziną zbiera jeden słoik śmieci rocznie. Swoją historię opisała w tej książce.

Nie da się z dnia na dzień zejść niemal do zera z ilością wytwarzanych śmieci. Na to trzeba czasu. Jednak w każdej chwili można wejść na tę drogę i dążyć do ideału poprzez własne świadome wybory. Going zero waste to początek nowej jakości życia, w którym jesteśmy bliżej natury, stajemy się bardziej samowystarczalni i mamy mniejsze potrzeby.

Dlatego wprowadzam u siebie zmiany stopniowo, krok po kroku. Na pierwszy ogień poszła kuchnia. Przyjrzałam się swoim nawykom i wprowadziłam kilka modyfikacji, które realnie ograniczyły u nas generowanie śmieci, zwłaszcza tych z plastiku.

Poniżej przedstawiam pięć kroków, które możesz zrobić na samym początku tej drogi:

1. NIE KUPUJ WODY W BUTELKACH, MASZ JĄ W KRANIE

Woda z kranu jest obecnie tak dobrej jakości, że może z powodzeniem konkurować z wodą butelkowaną. Co więcej: kamień, który wytwarza się np. w czajniku po przegotowaniu wody to nic innego, jak minerały! Do tego obliczyłam, że kupowanie wody w plastikowych butelkach jest stratą pieniędzy: zgrzewka wody 1,5l to koszt 10 zł (w najtańszej wersji). Kiedyś kupowaliśmy zgrzewkę wody tygodniowo, wic wydawaliśmy na wodę w butelkach minimum 520 zł rocznie.  Nie wliczam tutaj małych butelek z wodą, kupowanych okazjonalnie. Ty też policz, ile wydajesz na wodę i zastanów się, czy nie warto jednak przekonać się do kraniczanki? 😉 Jeśli masz jednak obawy co do jakości wody w Twoim kranie albo nie odpowiada Ci jej smak, zawsze możesz zaopatrzyć się w dzbanek z filtrem do wody. Na rynku są dostępne też wielorazowe, ekologiczne butelki z filtrem węglowym – np. takie, które zawsze możesz napełnić wodą w dowolnym miejscu.

Zaprzestanie kupowania wody w plastikowych butelkach to bardzo ważny krok do ograniczenia zaśmiecania ziemi: jedna taka butelka może rozkładać się nawet 1000 lat! Gdy zestawimy to z czasem faktycznego użytkowania butelki (jeden dzień? czasem dwa-trzy?) to zaczynamy rozumieć, skąd się bierze ten dryfujący po oceanie plastik..

2. POWIEDZ „NIE” FOLIÓWKOM, NOŚ SWOJE WORECZKI

Robisz zakupy w supermarkecie. Chcesz kupić kilo marchewki i kilka pomarańczy. Bierzesz więc dwie foliówki: do jednej ładujesz marchewkę, do drugiej pomarańcze. Po powrocie ze sklepu wypakowujesz swoje zakupy, a foliówki wyrzucasz do kosza. Ile czasu były użyte? Godzinę, może dwie. Ile będą się rozkładać? Setki lat. Do mnie ten argument niesamowicie mocno przemawia, ale jest jeszcze mocniejszy: kiedy taka nasza foliówka trafi do oceanu, będzie śmiertelną pułapką dla zwierząt, które w nim żyją. Żółwie, delfiny czy ryby nie są w stanie wychwycić zagrożenia, które pływa obok nich w postaci niewinnego woreczka. Łatwo wpadają w foliową pułapkę i nie potrafią się z niej uwolnić.

Wielorazowe woreczki na zakupy możesz uszyć samodzielnie ze starych firanek, poszewek, ściereczek, ciuchów..na pewno znajdziesz w domu rzeczy, którym możesz w ten sposób nadać drugie życie. Możesz też kupić gotowe woreczki, np. TUTAJ.

Warto też zainwestować w wielorazową torbę na zakupy. Jeśli będziesz mieć w swojej torebce czy plecaku takie zawiniątko w postaci torby, ograniczysz spontaniczne kupowanie reklamówek. W perspektywie czasu rachunek wyjdzie na plus, bo będziesz wydawać mniej.

3. ZREZYGNUJ Z KASZ I RYŻU W WORECZKACH, KUPUJ SYPKIE

Kupujemy ryż i kaszę w woreczkach, bo to szybkie i wygodne. To, że wygodne, nie znaczy jednak, że zdrowe. Gotujemy przecież w plastiku! By uniknąć plastikowego wywaru i przenikania do ryżu substancji, które niekoniecznie służą naszemu zdrowiu, proponuję wrócić do tradycyjnej, najprostszej metody gotowania:  odmierzasz 1 porcję ryżu i dodajesz 2 porcje wody, np. 1 szklanka ryżu i 2 szklanki wody. Zagotowujesz, a następnie zmniejszasz moc palnika na najsłabszą i gotujesz przez około 15-20 minut. Możesz też wykorzystać dawną metodę naszych babć: zagotować ryż lub kaszę, a następnie zdjąć z palnika, owinąć garnek ręcznikiem i schować pod kołdrę, opatulając garnek z każdej strony. W ten sposób ryż sam się ugotuje i uzyska idealną konsystencję 🙂

Przejście z ryżu w woreczkach na opakowania kilogramowe to znaczna różnica w ilości generowanych śmieci: odchodzą nam 4 foliowe woreczki per opakowanie. Dodatkowo jest to oszczędność pieniędzy, ponieważ kilogramowe opakowania wychodzą mniej więcej połowę taniej, niż ryż w woreczkach.

4. ZREZYGNUJ Z PLASTIKOWYCH SŁOMEK

Plastikowe słomki pierwotnie zostały produkowane z bardzo praktycznych celów: miały one zapobiec rozprzestrzenianiu się chorób. Czy jednak obecnie wydaje Ci się, że słomki są niezbędnym do życia produktem? Ja tak nie uważam, traktuję je jak niepotrzebne śmieci. Przestałam je kupować i używać po tym, jak – podobnie jak miliony internautów – zobaczyłam słynny film z żółwiem morskim, któremu słomka utknęła w nosie. Jest to dość drastyczny materiał, ale uważam, że mimo wszystko warto obejrzeć, bo motywuje on do rezygnacji z tego zbędnego gadżetu, który w naszych czasach przynosi więcej szkody, niż pożytku.

Jeśli jednak nie możesz żyć bez słomek to wiedz, że istnieje sporo bardziej przyjaznych dla środowiska zamienników: są to słomki z papieru, z bambusa czy metalu. Te ostatnie sprzedawane są w zestawach ze specjalną szczoteczką do mycia.

5. NIE KUPUJ PLASTIKOWYCH NACZYŃ JEDNORAZOWYCH

Jednorazowe naczynia z plastiku kupujemy najczęściej, gdy planujemy posiłek poza domem: grill, piknik na trawie, wycieczka.. Jedno użycie i bach! Do kosza. Widać to doskonale, kiedy przychodzi lato. W zielonych miejscach na ogniska czy grille plastikowe talerzyki, kubeczki i sztućce wysypują się z koszów na śmieci. Tego rodzaju wygoda jest bardzo kosztowna dla natury. Dlaczego więc nie skorzystać z równie wygodnych i lekkich naczyń, ale wielorazowych i nie z plastiku? W sklepach można kupić już zestawy naczyń z bambusa – np. takie. Sztućce możemy przecież zabrać z domu, bo nie potłuką się ani nie zniszczą po drodze 😉 Nie zajmą też wiele miejsca w plecaku. Warto wrócić też do starych, dobrych termosów (np. takich), które jeszcze dekadę temu służyły nam na kempingach czy podczas wyjazdów, a obecnie wyparły je jednorazowe kubki na kawę, kupioną gdzieś w biegu, po drodze.

Te pięć kroków możecie zrobić na początku swojej drogi. Ja tak właśnie zrobiłam. Idę tą drogą dalej, odnoszę często porażki (np. zapomnę włożyć woreczki wielorazowe do plecaka), ale trzymam się tego, że odkąd zaczęłam się pilnować, na świecie jest mniej śmieci. Nie jest idealnie, ale najważniejsze, że nie zawróciłam z drogi. Byle do przodu! Zapraszam, dołącz do mnie! Zawalczmy wspólnie o to, by nasza planeta nie zamieniła się pewnego dnia w globalne śmietnisko. Zmiana zaczyna się od nas samych. To wyzwanie, ale też super przygoda 🙂