Bruschetta to po prostu taka grzanka – zapiekanka, którą pewnie każdy z nas doskonale zna. Włosi udoskonalili nieco tę grzankę, smarując najpierw pieczywo oliwą i czosnkiem. Nie da się ukryć, że zdecydowanie poprawia to smak zwykłej grzanki i nadaje jej głębszego smaku. Takie chrupiące przekąski to u nas w domu typowe danie ostatniej szansy na wykorzystanie nadmiaru pieczywa. 

Najlepsze grzanki w życiu jadłam w Warszawie. To była końcówka lat osiemdziesiątych. Przyjechałyśmy z siostrą i tatą w odwiedziny do mamy, która w tym czasie przebywała na szkoleniu w stolicy.

Grzanki przygotowała nam ciocia – siostra mamy, u której się zatrzymaliśmy. Pamiętam, że ciocia piekła te grzanki w..prodiżu 🙂 Ich smak pielęgnuję w pamięci do dziś i jest to jedno z przyjemniejszych wspomnień z dzieciństwa. Cały ten wyjazd był dla mnie wyjątkowy. Mam w pamięci scenę, gdy przemierzam szaro-bury, warszawski chodnik i rozmyślam: „być może tym chodnikiem szła kiedyś Natalka Kukulska!” – tak, Natalka ze swoim Puszkiem Okruszkiem była moją idolką. Iść tym samym chodnikiem, co ona – bezcenne! 😉 Pamiętam też, że bardzo się bałam, gdy zwiedzaliśmy Pałac Kultury. Wjechaliśmy na ostatnie piętro. Tata nas podnosił, byśmy mogły zachwycić się widokiem, ale ja..zamknęłam oczy, bo widok z takiej wysokości był dla mnie zbyt przerażający.

Najlepszy jednak moment z całego wyjazdu to wyprawa do ogromnego sklepu, nie pamiętam już, jak się nazywał. Poszliśmy tam z tatą „rozwalić” kasę, którą babcia dała nam na drogę. No i co ja tam sobie kupiłam.. zgadnijcie 😉 Była to zabawkowa kuchenka i lodówka z akcesoriami. Dla mnie były to skarby nie z tej ziemi. Wjechałam do swojego miasteczka „na fejmie”, dumna jak paw, ściskając w ręku skarby, które zdawały się być wówczas nierealne do zdobycia.

Kto by pomyślał, że kiedyś osiądę w tej wielkiej, dziwnej Warszawie, którą wtedy podziwiałam. Obecnie mieszkam pod Warszawą, ale codziennie jeżdżę do Warszawy i przyznam, że to miasto jest wyjątkowe Jest tu coś magnetycznego, przyciągającego.. Czuję, że jest ono jeszcze praktycznie nie odkryte przeze mnie. Miasto wielowarstwowe, na którego odkrywanie trzeba poświęcić sporo czasu. Tęsknię za tym, by dać nura w Warszawskie uliczki i przespacerować cały dzień..  zamierzam do tego wrócić. W końcu przecież nigdy nie wiadomo, ile jeszcze będzie mi dane tu być. Niech no tylko przyjdzie wiosna..

Zapraszam Was na pyszne grzanki w wersji włoskiej, które właśnie sobie chrupię, wspominając smakowite chwile z ubiegłego stulecia 😉

To jest wariacja na temat bruschetty: zrobiłam ją z dodatkiem papryki, a nie pomidorów, jak to jest w wersji klasycznej. Zachęcam do eksperymentów z dodatkami! Najlepiej zużywajcie te warzywa, które nie są już pierwszej świeżości. Zapieczone uzyskają nową jakość smakową. Będzie to wówczas danie podwójnej szansy: zarówno dla zeschłego czy nadprogramowego pieczywa, jak i warzyw mniej urodziwych 😉

 

BUSCHETTA Z PAPRYKĄ

Składniki: 

1 bagietka (lub inne pieczywo)

1 kulka sera mozzarella (125 g)

1 świeża, czerwona papryka

kiełki słonecznika

oliwa

ząbek czosnku

 

Wykonanie:

Paprykę i mozzarellę kroimy w kostkę. Kromki pieczywa układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Każdą smarujemy oliwą i przekrojonym na pół ząbkiem czosnku.

Na każdej kromce układamy kawałeczki papryki i mozzarelli. Zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 180 C stopni przez około 5-7 minut, do zrumienienia. Podajemy z kiełkami słonecznika.